„Lajtowy spacerek” ;) Tatrzańską Magistralą(Popradzki Staw-Osterwa-Batyżowiecki Staw-Śląski Dom)

W tym roku postanowiliśmy po raz pierwszy wybrać się w Tatry Słowackie. Jakieś jednodniowe wypady do południowych sąsiadów robiliśmy już w przeszłości, tym razem jednak postanowiliśmy stacjonować na Słowacji. Po części dlatego, że po 2 wycieczkach(Rysy i przełęcze w Tatrach Bielskich) bardzo nam się spodobało. A po części- po polskiej stronie Tatr zostało już niewiele miejsc, gdzie nie boję się iść ;).

Pierwsza wycieczka na tegorocznym urlopie miała być lekka, przyjemna, niedługa i pozbawiona wszelakich trudności technicznych. No, ale jak zwykle, rzeczywistość lekko wymknęła się spod kontroli. „Lajtowy spacer” obfitował w skrajne emocje, zmienne warunki(chwilami …ujowe), piękne widoki i niezbyt miłe przygody.

Naszą wyprawę zaczęliśmy na stacji „elektriczki” w Novej Leśnej- tu mieliśmy bazę. Elektriczka, czyli pociąg kursujący pomiędzy podtatrzańskimi miejscowościami to jest wspaniały wynalazek. Wygodne wagoniki niemal codziennie zawoziły nas na szlaki.

Panorama Tatr z Novej Leśnej przed wschodem słońca

Planujemy dziś wysiąść na stacji Popradske Pleso- daleko nie mamy, ale elektriczka tłucze się prawie godzinę. Jest po brzegi wypełniona turystami, co nie dziwi- jest sobota a wszelkie prognozy zapowiadały lampę.

W końcu wyłazimy z pociągu. Możemy naprawdę rozpocząć spacerek.

Etap 1 : Stacja kolejki Popraske Pleso-Popradzka Polana(szlak niebieski, ok. 1 h)

Ten szlak jest nam znany, bo w zeszłym roku kończyliśmy nim zejście z Rysów. Niezbyt stromo nachyloną asfaltówką idzie się bardzo przyjemnie, chociaż jest bardzo zimno(w nocy były ujemne temperatury!)

Asfaltówka, ale całkiem widokowa

Etap 2 :Popradzka Polana- Symboliczny Ofiar Gór pod Osterwą-Hotel Górski przy Popradzkim Stawie(szlak żółty, ok. 1 h razem z kontemplowaniem cmentarza).

Szybko dochodzimy do rozstaju szlaków- nad jezioro i do schroniska idzie się prosto, my odbijamy w prawo na symboliczny cmentarz. W końcu jesteśmy na spacerze, więc mamy czas na takie atrakcje.

Cmentarz to bardzo ciekawe miejsce, umieszczono tu tabliczki pamiątkowe osób, które miały nieszczęście w górach zakończyć swój żywot. Zwykle przedwcześnie. Motto tego miejsca brzmi ” Umarłym na pamiątkę, żywym, ku przestrodze”.

Skręcamy na żółty szlak

Z cmentarza spacerowa ścieżka doprowadza nas nad brzeg jeziora. Do schroniska jeszcze kawałek. Popradzki Staw przypomina nieco Morskie Oko- oba otoczone wysokimi górami, do każdego prowadzi asfaltowa droga, nad każdym jest schronisko i z każdego można iść na Rysy. Popradzki Staw ma jednak tę przewagę, że jest tu zdecydowanie spokojniej.

Zaraz będziemy w schronisku 🙂

Schronisko przy Popradzkim Stawie, to w zasadzie jest hotel górski, ale to bardzo sympatyczne miejsce. Robimy tu dłuższy odpoczynek popijając pyszny bilinkovy caj- ten tajemniczy napitek to ziołowa herbatka, dostępna w każdym słowackim schronisku. W każdym smakuje inaczej. Ta była pyszna.

Etap 3: Popradzki Staw-Przełęcz Pod Osterwą- Osterwa(szlak czerwony, 1 h 30 min.)

Ten etap wycieczki to jedyne strome i dłuższe podejście tego dnia. Potem już do końca będzie lajcik(tak wtedy myślałam ;). Zbocza Osterwy są strome, ale szlak poprowadzono licznymi zakosami, co minimalizuje stromiznę i droga nie męczy aż tak bardzo. Ten odcinek był kluczowy dla dalszych losów naszej wycieczki. Zima we wrześniu zaskoczyła drogowców(tj. górskich turystów), więc momentami było dramatycznie 😉

Widoki za plecami

Początkowo idziemy kamienną ścieżką, nic nie zapowiada późniejszych problemów. Jednak w pewnym momencie Sebastian oznajmia: Te buty to się coś skały nie za bardzo trzymają…. Ja sobie myślę, że to trochę dziwne, przecież ma nowe buty za milion monet….Nie mija kilkanaście minut, jak towarzysz mój zalicza glebę lądując na tyłku. Z natury jestem wredna więc, po cichu się troszkę naśmiewam(nie śmiej się się dziadku z cudzego wypadku!) Oczywiście karma wraca do mnie szybciej niż się tego spodziewam. Wywracam się i ja :(. Tyle, że nie mam tyle szczęścia by zlądować na czterech literach. Dość mocno obijam sobie piszczel. Noga jest barwy fioletowo-czerwonej, ale luzik, mogę nią ruszać. Tyle, że boli jak cholera, co w późniejszej fazie przyczyni się do znacznego spowolnienia tempa wycieczki. Jak można taką sierotą być?

Na szlaku. Widać, że łatwo i przyjemnie
Widok na Wysoką

Kiedy otrząsam się z szoku, przychodzi mi do głowy, by pomacać kamień. Jest oszroniony! Nic dziwnego, jest jeszcze dość wcześnie, kilka dni temu był atak zimy, w nocy był mróz, a idziemy zboczem północno-zachodnim. Dalszą drogę pokonujemy już bez wywrotek, co nie znaczy, że będzie łatwo. Co drugi zakos jest oblodzony! Oczywiście jesteśmy przygotowani i mamy w plecakach raczki, ale przy tak cienkim lodzie to możemy sobie je co najwyżej w dupkę wsadzić. Tylko po co? 😉 Eh, jakoś pokonuję zakosy z pomocną dłonią Sebastiana, ale mając w pamięci upadek niedawny, to wszystko mi niszczy delikatną i tak psychikę ;). Wszystko odbywa się w tempie ślamazarnym….

Zima vs jesień

Wyżej warunki troszkę się poprawiają- jest bardziej zimowo, idziemy więc po świeżym mięciutkim śniegu. Tu już żadne fikołki nam nie grożą 🙂

Prawie u celu

Pod koniec idzie się dość sprawnie, szybciutko wchodzimy na przełęcz. Na szczyt Osterwy nie ma znakowanego szlaku, ale z przełęczy to są jakieś 3 minuty drogi, więc chyba nikt nie wynajmuje przewodnika 😉 Mandatów chyba też nie dają(a może się mylę). Droga na Osterwę zajęła nam półtorej godziny, tak jak wskazywała nasza mapa. Co oznacza, że w normalnych , letnich warunkach da się tu wejść o wiele szybciej. Teraz czas na nagrodę w postaci jedzenia, oraz widoków.

Osterwa
Widok na m. in. Wysoką
Koprowy Wierch, tam pójdziemy w przyszłym roku.
Widok na południe, Kotlina Popradzka

Na szczycie spędzamy około pół godziny, ale zaraz czas ruszać w dalszą drogę. Wygląda ona tak:

Magistrala Tatrzańska

Etap 4: Osterwa-Batyżowiecki Staw(szlak czerwony, 1 h 45 min)

Zupełnie nie wiem, dlaczego, ale ubzdurałam sobie, że od Osterwy do samego końca wycieczki, to będzie relaksacyjny marsz łagodną ścieżką w dół. Otóż nie ma tak łatwo. Magistrala, owszem, ma wiele poziomych odcinków, ale ma też wiele niewielkich zejść i podejść. To nie Osterwa była najwyższym punktem trasy, bowiem szlak momentami wznosi się na wysokość ponad 2000m. npm. W wielu miejscach idzie się po wielkich, niewygodnych kamieniach, więc nie jest szczególnie komfortowo.

Kamiennym chodnikiem…

Poza bolącym, kontuzjowanym kulasem, zaczynają mnie prześladować inne problemy. Jednym z nich są buty. Nowe, pierwszy raz założone. Może nie było to zbyt mądre, ale w końcu gdzie testować nowy górski obuw, jak nie na lajtowym spacerku? Buty są co prawda wygodne i w ogóle nie obcierają, ale: ponieważ zaczęliśmy nieśmiałe zimowe wycieczki, zainwestowałam w buty ze sztywniejszą podeszwą, co by się nadawała do raków. Jestem do takich butów nieprzyzwyczajona, bo wcześniej chodziłam w kapciach tzw. „hikingowych”- lekkich wygodnych, ale w wysokie góry jednak zbyt miękkich. Zmierzam do tego, że w nowych buciorach stópki nieco zbyt szybko mi się zmęczyły. To nie koniec problemów- jestem głodna! Nic, że pożeram spore ilości chałwy i czekolady, skoro czuję pustkę w żołądku. Rezygnacja z bananów to był błąd. No i jeszcze mam problem z ogarnięciem swojego lęku przestrzeni, który zwykle dokucza mi jedynie w pierwszy dzień, a potem mija. Ogrom otaczających mnie szczytów poraża, i sprawia, że również psychicznie nie czuję się zbyt komfortowo. Cóż, następnym razem na pierwszy dzień wybiorę jakąś bardziej dolinną trasę.

Za plecami zostawiamy Szatana
Kończysta i kawałek wygodnej ścieżki

Na tym odcinku tempo mi siadło, więc nad Batyżowiecki Staw docieramy z 45 minutowym opóźnieniem. Nad stawem robimy kolejny dłuższy odpoczynek, ja siadam na wygodnym na kamieniu i mam ochotę się trochę zdrzemnąć.

Batyżowiecki Staw to jedno z piękniejszych miejsc jakie w Tatrach odwiedziliśmy. W moim prywatnym rankingu stawów zajmuje pierwsze miejsce, ex aeguo z Czarnym Stawem Gąsienicowym(jakoś nie lubię Morskiego Oka).

Batyżowiecki Staw

Etap 5: Batyżowiecki Staw-Śląski Dom(szlak czerwony, 1 h)

O ile na poprzednim odcinku tempo mi siadło, tak na tym było już ekstremalnie tragiczne. Ból stóp i obitej piszczeli dokuczał coraz bardziej, więc nie było innej opcji, jak przejść na tryb marudny, czym z pewnością irytowałam Sebastiana 😉

Na tym odcinku magistrala jest przyjemniejsza, jesteśmy nieco niżej(1700-1800m. npm.), nie ma już rumowisk z wielkich kamieni, ale co z tego?

Wśród kosówek

Ta częśc trasy jest bardziej tłoczna, pojawia się sporo osób z kaskami, linami czy czekanami. To schodzący z Gerlacha, oczywiście wszyscy nas wyprzedzają. Bo na tym odcinku to ja chyba więcej stoję, niż idę. Nawet jeden Słowak przejawia zainteresowanie moim ślamazarnym przemieszczaniem się, pytając czy wszystko w porządku i czy to przez buty? Do butów się nie przyznaję, za to z dumą prezentuję obitą nóżkę. Słowak kiwa głową ze zrozumieniem…

Schronisko! jesteśmy uratowani!

Widok schroniska przyjmuję z wdzięcznością, choć nie przyspieszam. Szczerze mówiąc jest coraz gorzej. Odcinek, który powinien zająć godzinkę, może ciut dłużej, zajął godzinek 2…

Wielicki Staw, Wielicki Wodospad i Wielickie Granaty

Otoczenie Doliny Wielickiej jest piękne, ale pozachwycam się nim innym razem. Teraz zalewa mnie fala szczęścia, bo oto zaraz wypije Kofolę w Śląskim Domu. To nie schronisko, a bardziej luksusowy hotel, klimatu zatem brak, ale toalety są piękne 🙂

Sebastian poświęca się stając w długiej kolejce po Kofolę, a ja sobie siedzę. Wreszcie mogę odpocząć od tych cholernych buciorów. Pora robi się późnawa, więc po około pół godzinie ruszamy w dół. Podsłuchuję innych turystów- budzi się mieszkający we mnie leniwiec. Oni zjeżdżają na dół hotelowym samochodem za 5 euro. Ja też chcę!

Etap 6: Śląski Dom-Tatranska Polianka(droga asfaltowa/szlak zielony, 1 h 30 min.)

Ze zjazdu za 5 euro jednak rezygnuję. W Domu Śląskim odzyskałam nieco siły i nie zamierzam się hańbić zjazdem(choć kiedyś wykorzystam tę możliwość skracając sobie wycieczkę na Małą Wysoką). Zamiast szlaku wybieramy drogę asfaltową(która miejscami się jednak ze szlakiem pokrywa), przynajmniej nie trzeba będzie patrzeć pod nogi. Jest dość stromo(na odcinku 6 km trzeba pokonać 670 m. zejścia), dlatego lecimy szybciutko. Ale, żeby nie było tak różowo, to zaczyna prześladować mnie kolejny problem. Nie ogarniam jeszcze sznurowania nowych butów, więc mam chyba za luźno. No i zgadnijcie co? Oczywiście, mam teraz czarny paznokieć 😛

Końcówka asfaltowego zejścia

Pod koniec trasy miałam wrażenie, że stopy mi umarły, a teraz smażą się w piekle. Ten odcinek pokonaliśmy jednak w czasie zgodnym z mapą. Wyszliśmy ze Śląskiego Domu około 17(trochę po), a o 18.40 byliśmy już zapakowani do pękającej w szwach elektriczki.

Po tej wycieczce mam dość ambiwalentne odczucia. Niby wszystko poszło zgodnie z planem: wszystkie punkty na trasie odhaczyliśmy, zdobyliśmy kolejny tatrzański szczyt, kolejny raz przekroczyliśmy barierę 2000 m. npm., odwiedziliśmy trzy przepiękne doliny z wspaniałymi stawami. Na całej trasie towarzyszyła nam idealne pogoda. Czego chcieć więcej? Byłam na siebie trochę zła, że jestem taką pierdołą, że tak łatwo wchodzę w tryb marudny, nawet na tak łatwej trasie. Trochę jednak klimat był przeciwko mnie: obita noga, oblodzenia, brak aklimatyzacji, przeciętna chyba kondycja, brak jakiegoś treściwszego jedzenia na trasie-chociaż tu zaskoczenie, bo ja nigdy w górach głodna nie jestem, nierozchodzone buty(tak, tłumaczę się). To wszystko spowodowało, że wyprawa była jednak daleka od ideału. Zamiast mapowych 8 godzin trwała 11,5(2 godziny odpadły na odpoczynki, co oznacza, że wlokłam się z półtoragodzinnym opóźnieniem). Nie pamiętam kiedy łatwa trasa dała mi aż tak w kość, chyba Czerwone Wierchy, 7 lat temu….

Następnego dnia miał być Sławkowski, ale ja już wiem, że:

1. Nie dam rady wejść na Sławkowski jutro, potrzebuję ochłonąć

2. Nie dam rady tam wejść w tych butach

Czy to rzeczywiście był lajtowy spacerek? 24 km, około 1000 m. podejść i ponad 1000 m. zejść. No to chyba nie do końca 😀

Koniec, ale będą kolejne wycieczki. Już mniej dramatyczne 🙂

Jedna myśl na temat “„Lajtowy spacerek” ;) Tatrzańską Magistralą(Popradzki Staw-Osterwa-Batyżowiecki Staw-Śląski Dom)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s